- Od kuchni
- Restauracje
Restauracje Wrocław: gdzie najlepiej przetrwać zimę
Zima to nie jest moja ulubiona pora roku i mimo tego, że żyję we Wrocławiu, czyli na polskim biegunie ciepła, między listopadem a marcem szczególnie staram się znaleźć takie formy aktywności, które pomogą mi i moim bliskim doczekać do wiosny bez uszczerbku na zdrowiu (psychicznym i cielesnym). Sprawdźcie moje miejsca na przetrwanie zimy we Wrocławiu!
1/6 W kontakcie, ul. Benedykta Polaka 12/1b
To niewielki lokal na Grunwaldzie, który Wrocławianie darzą odwrotnie proporcjonalną ilością szczerej miłości.
Dlatego nim zaczniecie czytać o tym, co spotka Was w tym miejscu, chwyćcie od razu za telefon i zróbcie rezerwację na najbliższy leniwy poranek w kalendarzu, bo dostać tam miejsce w porannych godzinach nie jest łatwo. Popołudniami będzie trochę luźniej, na szczęście menu przez cały dzień pozostaje takie samo. Signature dish są tutaj talerze z cudownie kremowymi hummusami, do których dodatki zmieniają się wraz z dostępnością sezonowych warzyw, owoców i fantazją Tamary, właścicielki tego miejsca.

Tej zimy zjecie m.in. hummus z bigosem i fasolką mung lub z chutneyem ze śliwką szydłowską, cebulą, burakiem polskim, fetą, miętą, albo z grillowanym brokułem, winogronami, wegańskim sosem tatarskim, podgrzybkami, kaparami i cebulką. Obok hummusu podobne zachwyty budzą warzywne pasty (obecnie w menu: z białej fasoli i gruszki, z kalafiora z garam masala, z kukurydzy z miso i mlekiem kokosowym ), które można zamawiać w zestawach, połączyć je z jajem zagrodowym lub serami od dolnośląskich serowarów.
Na ciepło zjecie szakszukę lub w opcji słodkiej – jaglanka z solonym karmelem. Dania są piękne, sycące i jeśli jesteście z frakcji wykluczającej mięso z diety z powodów zdrowotnych, staną się one dla was dobrym wsparciem w trudnym zimowym czasie. Koniecznie spróbujcie też wytwarzanych na miejscu rozgrzewających napojów – lokalne składniki i przyprawy z całego świata tworzą niewiarygodne smakowe kompozycje! Ja nigdy nie odmawiam tutaj idealnego na zimę kubka złotego mleka (wegańskie owsiane), jest absolutnie aksamitne z doskonałym balansem ostrych i korzennych przypraw.
2/6 Restauracja Thali,
ul. Ruska 19, Curie-Skłodowskiej 5
Nazwa tego miejsca pochodzi od tradycyjnej formy serwowania dań w północnych Indiach, na które składają się różnego rodzaju chlebki, małe miseczki z curry, dhalami, sosami, małą zupą, ryżem, surowymi warzywami. W języku Hindusów znaczy to po prostu talerz, ale dla Wrocławian to bardzo duży talerz pełen smakowitości, szczególnie jeśli na thali pójdziemy do restauracji Thali.
Obecnie działa ono już w dwóch lokalizacjach – na Grunwaldzie i w samym sercu miasta, przy ul. Ruskiej. Drugie miejsce jest zdecydowanie bardziej przestronne i klimatyczne. Mieści się w malutkiej kamienicy, której słonecznie żółta fasada zaprasza do środka. Wnętrze niczym świątynia Buddy wyłożona jest mieniącą się ceramiczną mozaiką, do tego kwiaty i poduchy (na poziomie -1) tworzą miejsce na wspaniałą ucztę.


Warto zaprosić tutaj grupę znajomych, najlepiej tych, z którymi nie będziecie krępować się jeść dłońmi! Wspólne rozkoszowanie się potrawami doskonale zbalansowanymi pod względem rozgrzewających przypraw i tłuściutkiego umami, to idealny plan na zimowe popołudnie. Na kuchni ekipa „native chefs from India”, produkty sprowadzane z ich ojczyzny, codziennie na świeżo ucierane masale.
A w menu dania z różnych regionów Indii, przystawki – samosy, pakora, indyjskie chlebki pieczone na miejscu; dania główne – w większości długo gotowane sosy podzielone na: wegetariańskie, z kurczakiem, z baraniną, z rybami i owocami morza, dania przyrządzane w piecu tandori, biryani (czyli aromatyczny ryż z dodatkami), wspomniane już thali, a także desery i najlepsza w mieście energetyzująca chai masala!
Rada dla rodziców – Thali na Ruskiej organizuje animacje dla dzieci, to dobry czas, aby pozostawić je pod opieką innych i oddać się swobodnemu pałaszowaniu.
3/6 Słodki Chłopak, ul. Kluczborska 25
Jeśli przywołanie wspomnień o domku na drzewie wywołuje przyjemne ciepło, to z pewnością jeszcze cieplej zrobi Wam się, kiedy odwiedzicie malutką kawiarenkę prowadzoną przez Błażeja i Rafała.
Na to miejsce czekałam długo, bo chłopaki mimo codziennej pracy w pracowni cukierniczej, postanowili, że swój pierwszy lokal urządzą według własnego projektu, który sami zrealizują. I trzeba przyznać, opłacało się czekać! To jedno z tych miejsc, gdzie przekraczając próg przenosisz się do innej czasoprzestrzeni i łatwo zapominasz skąd przyszedłeś. To szczególnie cenne, kiedy na dworze -5 stopni i hulają śnieżne zamiecie! Tutaj jest po prostu błogo!

Magii temu miejscu dodaje po pierwsze unoszący się w powietrzu zapach wypiekanych na zapleczu ciast i świeżo parzonej kawy z wrocławskiej palarni G Coffee Company. Później oczom ukazuje się witrynka wypełniona najlepszymi we Wrocławiu sernikami, cudownie kruchymi bezami, czarującymi brownies i tartami. Polujcie tu koniecznie na banoffee oraz snicersa, na których opis brak odpowiednio słodkich, kremowych, podkręconych toffi, krucho-maślanych słów. Usiądźcie wygodnie w hamaku i zjedzie to wszystko!
4/6 Czekoladziarnia, ul. Więzienna 31
Dbając o odpowiednio wysoki poziom serotoniny, wybrałam jeszcze jedno miejsce, które pomoże ten poziom utrzymać. Lokalizacja kultowa - Czekoladziarnia przy ulicy Więziennej, to miejsce z najdłuższym we Wrocławiu menu czekolad na gorąco.

Można zamawiać je z ulubionymi przyprawami: chili, imbirem, cynamonem, kardamonem lub mleczną pianką, do tego dobrać owoce (maliny, wiśnie, banany, rodzynki w rumie), bitą śmietanę, lody lub ser pleśniowy. Dla fanów kofeiny istnieją też połączenia czekolady z kawą i mlekiem. W specjalnej zimowej karcie pojawiają się czekolady z konfiturą pomarańczowo-imbirową, powidłami śliwkowymi i cynamonem lub z orzeszkami arachidowymi. Na wynos możecie zabrać ze sobą ciepły kubeczek i zestaw ręcznie wykonanych czekoladek. Szczęście gwarantowane!
5/6 Lot Kury, ul. Ofiar Oświęcimskich 17
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych koktajlbarów we Wrocławiu, w którym obecnie szefowa baru, Iza Olbracht i jej team czekają z zimowym menu koktajli.
Te przyrządzane są w Locie Kury na bazie produktów lokalnych i sezonowych, często dzikich, łatwo dostępnych, ale wymagających znajomości rzemieślniczych technik obróbki. Zimowa karta w formie albumu na zdjęcia, w której trunki przeplatają się ze wspomnieniami wspólnych chwil kurzej ekipy, to pierwszy krok do tego, by nawet zimą poczuć przypływ gorących emocji.


W menu znajdziecie też dwa koktajle serwowane na ciepło – odświeżające, delikatnie owocowe Spiced Latte (w składzie między Tullamore Dew Whisky, Kill Devil Rum, Galliano) oraz pełniej zbudowaną, kwiatową Leśną Kurę (Hendrick’s Gin, Cinzano Bianko, aronia, dzika róża). Dla miłośników grzanego wina również dwie opcje – czerwone Primitivo z przyprawami korzennymi lub białe wino (szczep Johanniter) z podwrocławskiej winnicy Moderna połączone z dodatkami: konfiturą z borówki brusznicy, wodą z kwiatów pomarańczy, płatkami róży, goździkami, syropem waniliowym, które podkreślają lekkość tej wersji tego rozgrzewającego alkoholu.
6/6 Czuła jest noc, ul. Kolejowa 8
Jeśli zimą najbezpieczniej czujecie się na wersalce u babci, a humor poprawiają jedynie spotkania przy piwku, jest na to rozwiązanie! Działająca pod wrocławskim nasypem Czuła jest noc zaserwuje właśnie taki klimat i przygarnie was każdego wieczoru.
Napijecie się u nich rzemieślniczych piw z polskich browarów, czeskiej klasyki, lanego prosecco i mocnych alkoholi. Wspominam o Czułej, ponieważ w okresie jesienno-zimowym w poniedziałki rozgrywa się tutaj jedyny w mieście konkurs bingo. Basia i Filip, prowadzący wieczór, kręcą maszyną losującą wypełnioną szczęśliwymi kuleczkami, uczestnicy skreślają numerki na swoich kuponach, a do wygrania nagrody, które rozczulić mogą najtwardszych graczy.
Czyż nie jest bezcennym znów posiadać aparaturę do baniek mydlanych, móc złożyć zegarek z gumek recepturek, rozszerzyć swoją kolekcję magnesów na lodówce albo poczuć, że los się do nas uśmiechnął, bo od teraz jesteśmy właścicielami breloczka przewidującego numery najbliższego totolotka? Ilość czułych emocji podkręcają w poniedziałkowe wieczory hity z lat 70., 80. i 90. I po prostu robi się cieplej na sercu, kiedy z bliskimi znów można odśpiewać hity Kayah, Piaska, czy „Kolorowy wiatr”, piosenkę z disnejowskiego filmu „Pocahontas”.
Zdjęcia: Monika Szeffler