- Sprawdzone miejsca
- Na zakupach
Łódź: Głosy z OFF-u
Kiedy nasycicie oczy widokiem secesyjnych kamienic na najpiękniejszej ulicy w Łodzi, zajrzyjcie na jej niepozorne, lekko „przechodzone” zaplecze. Tam się dopiero dzieje!
Większość stóp, które w sobotę przed południem drepczą po Piotrkowskiej, na wysokości numeru 138/140, wykonuje ostry skręt. I kieruje się na coś, co wygląda na wyłączoną z produkcji fabrykę, do której poza zębem czasu dobrały się też zastępy grafficiarzy. W surowych przestrzeniach z czerwonej cegły ulokowały się dziś najmodniejsze knajpy, sklepiki, pracownie artystów i kawiarnie.
OFF Piotrkowska przyciąga smakoszy i łowców unikalnych prezentów, gadżetów i ubrań. Peregrynację po tym miejscu najlepiej zacząć od Eko Targu, który przy dobrej pogodzie rozkłada się na dziedzińcu OFF-u, a kiedy pada – w jednej z hal na parterze.
Na początek świeżo wyciśnięty koktajl owocowo-warzywny (marki Owocnia) i kawałek ciasta u specjalistki od brownies czy próbka miodu z czarną porzeczką w stoisku Sklepu Pszczelarskiego, którego właściciel zna osobiście wszystkich swoich bartników. Bardziej wytrawnie? To na tartę z botwiną czy ekologiczną kiełbaskę (jej producentów jest zaledwie kilku w Polsce). Do kawiarni podróżniczej Daleko Blisko możemy wpaść na ręcznie mieloną, parzoną po wietnamsku kawę i przy okazji na wystawę zdjęć czy francuskie konwersacje.


W sklepie Ser Lancelot odkryjemy wspaniałe rodzime sery farmerskie, godne francuskich odznaczeń. Klienci, także spoza Łodzi, wracają tu dla kozich delicji z Łomnicy czy ermlandera (wytwarza go pewien Fryzyjczyk, który zaszył się pod Olsztynem z dwiema krowami).
W Składzie Rzemiosł Pięknych TooNE kupimy unikatowe ubrania i dodatki od młodych projektantów (choćby płaszcz z nadrukiem pałacu Poznańskiego) czy kolekcjonerskie lalki Lodka, a w Meblotece Yellow – między innymi krzesła z recyklingu, których nie powstydziłby się żaden hipster. Wybrać miejsce na lunch nie będzie łatwo. Włoch z Tari Bari kusi pieczoną doradą, Drukarnia Skład Wina & Chleba – kremem z bakłażana, a afrykańska Meg Mu – zupą bananową.
Wychodząc, przystańmy na chwilę w sklepie Pan Tu Nie Stał. Niektórzy znają to hasło z życia kolejkowego w latach 80., gdy na półkach królował ocet. Dziś z PRL-owskiej siermiężnej estetyki zrobiono niezły biznes. Koszulka z nadrukiem ciągnika marki Ursus czy bikini w kiszone ogórki wyglądają naprawdę dizajnersko. I budzą takie żądze jak kiedyś... puszka coca-coli.
Zobacz także: 6 podstawowych rzeczy w męskiej garderobie