- W podróży
- Europa
Portugalia jakiej nie znacie – poza miastami i wybrzeżem
Portugalia kojarzy się przede wszystkim z południowym wybrzeżem, Lizboną i Porto. A gdyby tak zejść z utartych szlaków i poszperać w głębi kraju? Na przykład w dolinie rzeki Douro, w północnych górach czy na przylądku św. Wincentego?
1/5 Dolina Douro
Ten wyjątkowy region kraju pochodzi od nazwy rzeki, która swoje początki znajduje w Hiszpanii i stamtąd płynie przez całą północną Portugalię, aż do portowego miasta Porto, by wreszcie zniknąć w oceanie.
Jadąc z Porto w głąb kraju najlepiej podróżować właśnie wzdłuż Douro, a rzeka poprowadzi prosto w stronę malowniczych, tarasowo ukształtowanych winnic ciągnących się wzdłuż i wszerz Doliny Douro. Ziemia tu jest niezwykle żyzna, w sam raz pod uprawę winorośli, a widoki naprawdę zapierają dech w piersi – nic dziwnego, że właśnie krajobraz doliny został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2001 roku. W kwietniu tarasy zaczynają pokrywać się zielenią, która zmienia swoje odcienie aż do września, czasu zbiorów. Wtedy warto wybrać się w te okolice, bo właściciele winnic często zapraszają na degustacje.

Spacer po winnicach, zwiedzanie muzeum wina w Peso da Regua, rejsy po rzece, czy po prostu relaks nad jej pięknym brzegiem i nieśpieszny obiad w restauracji w jednym z nadrzecznych miasteczek to same przyjemności. Jedną z najbardziej polecanych w tej okolicy miejscowości jest Pinhão – eleganckie miasteczko z pięknym starym dworcem, który pokryty jest tradycyjnymi niebieskimi azulejos.
Jak dotrzeć do Doliny Douro? Podróż można odbyć autem, ale warto wybrać inny środek transportu – rejs statkiem po rzece albo wycieczkę pociągiem, który rusza ze stacji São Bento w Porto i sunie, aż do miejscowości Pocinho (choć tylko w tzw. sezonie). A we wrześniu w Dolinie Douro odbywa się festiwal filmowy Douro Film Harvest, połączony z degustacją win – i to dopiero jest piękne zakończenie wakacji.
Zobacz też: 10 atrakcji w Lizbonie do zobaczenia w jeden weekend
2/5 Ryty naskalne, czyli sztuka paleolitu
Miasteczka w tej części Portugalii – w ogóle w portugalskim interiorze – są raczej niepozorne, skromne, z niewielkimi placykami, bielonymi ścianami kamiennych kościółków, drobną ornamentyką. I życie w nich w niczym nie przypomina szalonych lizbońskich nocy.
Kilka lat temu podczas podróży przez Portugalię autem ze znajomym chciałam namówić go na nocleg w jednym z takich miasteczek, chyba o nazwie Trancoso. Skrzywił się, mówiąc, że w Trancoso nic nie ma. Ale uparłam się, Trancoso w przewodniku jawiło się jako urocze niewielkie miasteczko ze średniowiecznymi murami. I takie było. Oprócz tego po zmroku wydawało się zupełnie wymarłe. I większość portugalskich miasteczek w tzw. interiorze tak właśnie wygląda, choć dobrzy ludzie zawsze pokierują w stronę knajpek z doskonałym jedzeniem.
Takim też miasteczkiem jest Vila Nova da Foz Côa. Warto tu przyjechać z jednego powodu, który nazywa się Parque Arqueologico do Vale do Côa. I nie mówimy tu o jakichś ruinach czy skansenach tylko o sztuce z okresu górnego paleolitu. I to jest właściwie jedyny powód, dla którego to zapomniane przez boga i ludzi miasteczko pojawiło się na mapie w latach 90. XX wieku.

Warto tu przyjechać z powodu Parque Arqueologico do Vale do Côa, gdzie można podziwiać sztukę z okresu górnego paleolitu.
Stało się tak, gdy podczas badań środowiskowych pod kątem planowanej w tym rejonie budowy tamy, naukowcy natknęli się na naskalne malunki sprzed ponad 20 tysięcy lat p.n.e. Mowa zresztą nie tylko o malunkach, ile o naskalnych rytach. W dodatku przykładów sztuki można w tym miejscu liczyć w tysiącach. Tamy nie udało się ukończyć, a o naskalnych rytach dowiedział się cały świat. Obcowanie z tak niezwykłą i datowaną w tysiącach lat sztuką jest o tyle wyjatkowe, że ryty nie znajdują się w jaskiniach o utrudnionym dostępie, tylko na skałach na świeżym powietrzu!
Można przyjechać sobie dżipem z przewodnikiem, wysiąść i pospacerować w pełnym słońcu po otwartym terenie, podziwiając rysunki wyryte w skale. Na zwiedzających czekają trzy takie udostępnione miejsca, każde można zwiedzać w innych godzinach, zależnie od tego, jak o danej porze dnia na skały pada słońce – w cieniu ryty są prawie niewidoczne. Doświadczenie sztuki paleolitu ma wymiar niemal egzystencjalny, gdy patrzymy na wyryte w skale twórcze zapędy przodków sprzed dwudziestu tysięcy lat. I wciąż wyglądają one lepiej niż nasze własne rysunki robione kredką dla dzieci.
3/5 Na północ w góry
Peneda-Gerês to jedyny park narodowy w Portugalii, przyklejony do granicy z Hiszpanią, a tym samym odległy od plażowego szlaku północ-południe. Jego sercem są niewysokie góry.
W Gerês niemal od zawsze żyli ludzie, a tutejsza przyroda jest odzwierciedleniem harmonijnej relacji, jaką stworzyli z otoczeniem. Wystarczy dwu-, trzygodzinna wycieczka z Campo de Geres (nieopodal którego znajduje się tanie i wygodne schronisko), by przekonać się o mnogości i różnorodności krajobrazów objętych ochroną. Szlak prowadzi przez kwietne łąki, potem przedziera się przez wiecznie zielony las chruścinowy pełen karmazynowych owoców medronheiro, z których Portugalczycy robią domowe alkohole. Wpada w stare dębiny otulone mchem, by wreszcie dotrzeć nad pocztówkowe jezioro.
Ale Vilarinho da Furna to nie tylko sztuczny zbiornik zasilający pobliską elektrownię, na jego dnie kryje się zatopiona w latach 70. XX wieku wioska. Powstała jeszcze w czasach Imperium Rzymskiego, a gdy poziom wody jest odpowiednio niski, ciekawskie oko ujrzy wyłaniające się spod tafli wody ruiny zabudowań sprzed 2 tys. lat. Takich tajemnic Gerês kryje całe mnóstwo.


4/5 W góry po gwiazdy
Skoro zamiast leżenia brzuchem na piachu decydujemy się na interior to nie może na naszej liście zabraknąć Serra da Estrela. W tym górzystym terenie w środku kraju trafimy na największy i najstarszy chroniony park w Portugalii – Parque Natural da Serra da Estrela.
To miejsce skrojone na wędrówki piesze, wspinaczki (tu znajduje się najwyższy szczyt kraju, Torre, liczący prawie dwa tysiące m.n.p.m.), a także idealne dla miłośników wyjątkowej flory i fauny. Obok typowych dla takiego krajobrazu jałowców, pastwisk, trawiastych zboczy, co chwila napotkać można na charakterystyczne dla tego parku kwiaty – dzwonki. Tu swój początek mają dwie rzeki, a po drodze zajrzeć można do jednej z ponad dwudziestu lagun. To naturalne środowisko dla wilków, niedźwiedzi, wydr i lisów czy dzikich królików europejskich, a także dla jastrzębi, myszołowów i orłów.
Jest kilka szlaków które można obrać, by zwiedzić choć część tego liczącego ponad sto tysięcy hektarów obszaru. Szlak wiśniowy najlepiej przejść wiosną, kiedy na polach i łąkach kwitną drzewka wiśni – od miejscowości Fundão aż po wzgórza Serra da Gardenha. Zupełnie innym będzie szlak XV-wiecznych dzielnic żydowskich, który zaczyna się od historycznego miasteczka Belmonte, a kończy w dzielnicy żydowskiej większego miasta Guarda. Jest jeszcze szlak przygranicznych zamków, albo tradycyjnych uroczych małych miasteczek. Wybór duży, atrakcji co niemiara, a nad wszystkim górują portugalskie szczyty.

5/5 W łupkowej wiosce
Kiedy już nacieszymy się widokiem Serra da Estrela, możemy spędzić noc w niezwykle uroczej wiosce o nazwie Piódão, zbudowanej w dolinie pasma pobliskich Gór Jastrzębich Sierra do Açor.
Dojechać tu można autem, autobus dociera dwa razy w tygodniu. Powstała prawdopodobnie w XV wieku wioska jest niezwykłym przykładem adaptacji człowieka do warunków przyrodniczych w jakich przyszło mu żyć. Łupkowe domy wpasowane zostały w tarasowy układ doliny. Zaledwie kilkanaście kilometrów od Serra da Estrela i ok. 40 od akademickiego miasta Coimbra, Piódão wygląda jak zastygły w bursztynie i czasie relikt przeszłości. Łupkowe domki wyglądają na wymarłe w nocy jedynym jasnym punktem jest tu datowany na XVIII wiek, kościółek o bielonych ścianach. W nocy pięknie oświetlony wygląd jak z disneyowskiej bajki.

Choć mieszkańców tu niewielu – około dwustu, a w wiosce mieszkają głównie emeryci, którym państwo płaci za życie w Piódão – jest restauracja, która podaje lokalne pyszności, w tym gulasz z kozy czy grillowany pstrąg, jest też gdzie spać. Można przenocować np. w dawnej piekarni, w której wciąż pięknie pachnie chlebem, a śniadanie serwowane rano zachwyca, bo obok świeżo upieczonego pieczywa są konfitury, sery i lokalne wyroby mięsne.
W Piódão wylądowałam w czerwcu, kiedy jeszcze turystów można było policzyć na palach jednej ręki. Podobno w tzw. sezonie jest ich tu zatrzęsienie. Czeka na nich gigantyczny hotel zbudowany na wzgórzu, skąd na Piódão musi być cudowny widok. Jednak zdecydowanie lepiej od hotelu prezentuje się widok ze środka. A spacer po pustych uliczkach nocą oraz wycieczka po okolicznych łąkach na długo pozostaną w pamięci.
