werandcountry.pl weranda.pl
Reklama - Kontynuuj czytanie poniżej
  • W podróży

Kraj kontrastów i rajskich widoków. Nietypowa podróż przez Kolumbię

autor: Agnieszka Kaszuba

Kolumbia to kraj, który zachwyca swoją różnorodnością – od złocistych plaż Morza Karaibskiego po wysokogórskie szczyty Andów i gęste lasy amazońskie. Tętniące życiem miasta przeplatają się z odizolowanymi wioskami, w których czas zdaje się płynąć wolniej. Spotkanie z rdzen­nymi plemionami, eksploracja kolonialnych miasteczek i delektowanie się wyśmienitą kuchnią to tylko część tego, co czeka na podróżników w tym kraju.

Kolumbia to kraj leżący w północno-zachodniej części Ameryki Południowej, graniczący z Wenezuelą, Brazylią, Peru, Ekwadorem i Panamą. Z jednej strony oblewają go wody Morza Karaibskiego, z drugiej Oceanu Spokojnego, co czyni go jednym z nielicznych krajów na świecie z dostępem do dwóch oceanów. Słynie przede wszystkim z produkcji jednych z najlepszych kaw na świecie, bujnej przyrody oraz tętniących życiem miast, takich jak Bogota, Medellín czy Kartagena. To także kraj o bogatej kulturze, gdzie tradycje rdzennych plemion przeplatają się z wpływami kolonialnymi i nowoczesnością. Mimo burzliwej historii związanej z kartelami narkotykowymi, dzisiaj Kolumbia otwiera się na turystów, oferując niezliczone atrakcje dla miłośników przyrody, kultury i przygód.

Podróż do Kolumbii to nie tylko przygoda, ale również wyzwanie. Wiele miejsc wciąż pozostaje poza głównym nurtem turystyki, a infrastruktura w niektórych regionach jest daleka od europejskich standardów. Jednak właśnie te niedogodności sprawiają, że podróżowanie po tym kraju dostarcza niezapomnianych emocji i autentycznych doświadczeń. 

Taganga: od szoku do zachwytu

Taganga, niegdyś mała rybacka wioska, położona zaledwie 15 minut jazdy od Santa Marta (północne wybrzeże Kolumbii, nad Morzem Karaibskim), obecnie stała się popularnym miejscem wśród turystów. Jednak pierwsze wrażenie może być zaskakujące, bo główne ulice to piach i pył, co może wywołać chęć ucieczki.

– Pierwsze wrażenie to szok, niedowierzanie i chęć ucieczki. Ale okazuje się, że nic do końca nie jest takie, na jakie wygląda – zapewnia Krzysztof Kowalski, podróżnik i bloger justkowalski.pl. 

Według niego, to miejsce ma w sobie coś, co przyciąga. Z jednej strony surowy krajobraz, z drugiej niesamowite widoki na Morze Karaibskie, które przy zachodzie słońca tworzą wręcz magiczną scenerię.

– Siedząc na plaży i patrząc na słońce powoli chowające się za horyzont, czułem się jak w filmie. Zimne piwo w ręce, szum fal, ciepła bryza na twarzy – w takich chwilach człowiek czuje, że naprawdę żyje – dodaje podróżnik. 

Taganga słynie także z wyśmienitej kuchni. Pensjonaty prowadzone przez Francuzów przyciągają francuskich szefów kuchni, oferując dania takie jak ośmiornica, zapiekane owoce morza czy ryba mojarra.

– Testowaliśmy kulinarnie 'Pachamama'. Mimo że nie mają klimatyzacji, ani białych obrusów i pierwsze rzędy stolików stoją na piasku plaży, to doświadcza się 'nieba w gębie'. Ośmiornica była tak delikatna, że rozpływała się w ustach. To jedno z tych miejsc, gdzie czujesz, że gotuje się z pasją, a nie tylko dla turystów – wyjaśnia Krzysztof Kowalski. 

Dodatkowo, miejscowość jest znana jako jedno z głównych miejsc do nurkowania w Kolumbii, z licznymi centrami nurkowymi oferującymi kursy na różnych poziomach.

– Najlepsze centra nurkowe w kraju są właśnie tutaj. Woda jest krystalicznie czysta, a pod jej powierzchnią kryje się zupełnie inny świat. Rafy koralowe, ławice kolorowych ryb, czasem nawet żółwie. To była jedna z tych chwil, gdy czujesz się jak odkrywca zupełnie nowego świata – zapewnia bloger. 

Backpackerski raj w Paolino

Paolino, położone również niedaleko santa Marta, to kolejne niezwykłe miejsce, chociaz większości turystów może wydawać się nieco chaotyczne. Jednak po bliższym poznaniu, każdy twierdzi, że miasteczko ma w sobie coś przyciągającego.

– Do Paolino ściągają młodzi z bogatych domów, ci, co robią sobie "gap year" w korporacjach. Szczególnie mamy tu nadreprezentację Szwajcarów w tej dyscyplinie. Wystarczy plecak, klapki, rozciągnięte ciuchy. W dobrym tonie jest mieszkać po kilka osób w pokoju i przemieszczać się dalej wyłącznie komunikacją publiczną. Wszędzie dużo kurzu i wszędzie bardzo kolorowo – mówi Krzysztof Kowalski. 

Ceny jednak mogą zaskoczyć, bo jest tu dużo drożej niż w innych częsciach kraju.

– Kupiłem T-shirt za 90 PLN, w mieście mogłem mieć niewiele gorszy za 30 PLN. Ale to miejsce ma swój niepowtarzalny klimat, który przyciąga ludzi z całego świata. Wieczorami wszyscy spotykają się w lokalnych knajpkach, grają na gitarach, śpiewają i dzielą się swoimi podróżniczymi historiami. To miejsce, w którym zapominasz o codziennych problemach. Koniecznie trzeba tu zajrzeć podczas wizyty w Kolumbii – zachęca bloger. 

Kolumbia to niezwykle barwny kraj. Fot. Krzysztof Kowalski.
Kolumbia to niezwykle barwny kraj. Fot. Krzysztof Kowalski.
Kolumbia to niezwykle barwny kraj. Fot. Krzysztof Kowalski.

Kartagena i piękne policjantki

Punktem obowiązkowym podczas wyprawy jest twż Kartagena

– To perła Karaibów, gdzie historia spotyka się z nowoczesnością. To miasto, które budzi zachwyt nie tylko kolorowymi fasadami kolonialnych kamienic, ale i atmosferą, która zmienia się w zależności od dzielnicy. Jest tu też dośc bezpiecznie, zresztą w żadnym miejscu i czasie nie czułem się w Kolumbii zagrożony. Nie widziałem też żadnej niebezpiecznej sytuacji. A w samej Kartagenie porządku pilnują często młode policjantki, które pewnie lepiej pasowałyby do pokazów kreatorów mody, a nie kolumbijskich ulic. Policjanci jeżdżą na jaskrawozielonych motorach, które ledwo dyszą. W zasadzie tylko w stolicy budynki rządowe są chronione przez policję z długą bronią – relacjonuje Krzysztof Kowalski. 

Spore wrażenie na turystach  robi dzielnica Getsemani. Jeszcze kilka lat temu była to strefa, w której lepiej było się nie zapuszczać, bo tętniła życiem gangów i handlem narkotykami. Dziś jest jednym z najbardziej artystycznych i klimatycznych miejsc w Kartagenie. Ściany pokrywają kolorowe murale, a w licznych knajpkach i barach można poczuć prawdziwego ducha miasta.

– Widać, że Getsemani rozwija się dynamicznie, by sprostać rosnącej liczbie turystów – remonty idą pełną parą, a dzielnica staje się coraz bardziej popularnym punktem na mapie Kartageny – dodaje podróżnik. 

Na wzgórzu górującym nad miastem znajduje się Twierdza Castillo de San Felipe de Barajas, największa forteca zbudowana przez Hiszpanów w Ameryce Południowej. Budowana od XVI wieku, miała bronić miasta przed piratami i wrogimi flotami. Dziś jej podziemne korytarze i potężne mury przyciągają zwiedzających, którzy mogą podziwiać rozległe widoki na Kartagenę i Morze Karaibskie.

Spotkania z plemionami Kogui i Wayuu

Region La Guajira, położony na północnym krańcu Kolumbii, jest domem dla plemienia Wayuu, jednego z najbardziej charakterystycznych i niezależnych ludów Kolumbii.

– Kolumbia to kraj o bogatej kulturze, w której tradycje rdzennych plemion są wciąż żywe. Dominują dwa plemiona: Kogui i Wayuu. Pierwsze wyróżnia się białymi strojami, a drugie woli bardzo intensywne kolory. Dotarliśmy też do nieformalnej stolicy kolumbijskich Indian. Nas, czyli "cywilizowanych", nazywają "młodszymi braćmi" – wyjaśnia Krzysztof Kowalski. – Spotkanie z nimi było jednym z najbardziej fascynujących momentów mojej podróży. Indianie żyją oni w górach Sierra Nevada i unikają kontaktu ze światem zewnętrznym. Ich kultura i filozofia życia opierają się na harmonii z naturą.

Kogui wierzą, że ich obowiązkiem jest ochrona przyrody i równowagi świata, co czynią od wieków. Do tej pory prowadzą bardzo proste życie, podobnie, jak prowadzili ich przodkowie lata wstecz, ale też wprowadzają do swojego świata nowoczesne technologie. 

– Mężczyźni głównie zajmują się hodowlą zwierząt i handlem, kobiety tkają torby i wyrabiają biżuterię i sprzedają później to na straganach, żeby się utrzymać. Z jednej strony żyją skromnie i starają się trzymać tradycji, z drugiej – można było dostrzec, że wielu z nich korzysta z telefonów komórkowych i nowoczesnych technologii. Świat się zmienia, nawet w tak odizolowanych miejscach – dodaje podróżnik. 

Kolumbia ma zróżnicowany krajobraz: od rajskich plaż aż po strome góry. Fot. Krzysztof Kowalski
Kolumbia ma zróżnicowany krajobraz: od rajskich plaż aż po strome góry. Fot. Krzysztof Kowalski
Kolumbia ma zróżnicowany krajobraz: od rajskich plaż aż po strome góry. Fot. Krzysztof Kowalski

Serce kawowego regionu

Nie nalezy zapominać, że Kolumbia to jeden z największych producentów kawy na świecie, a jej sercem jest region Eje Cafetero (środkowo-zachodnia Kolumbia, w górach Andach).

– Mieszkaliśmy w Salento. Jest cudne, kolorowe i kolonialne. Ale balansuje na granicy "overtourismu". Jedna z uliczek do złudzenia przypomina Krupówki – przekonuje Krzysztof Kowalski. 

Plantacje kawy to największa atrakcja regionu.

– Obłędne widoki, a do tego ciekawe historie. Jesli wybierzemy się na taką plantację, to możemy liczyć na 2 godziny oprowadzania i to wyjątkowo po angielsku. Przewodnicy sporo wiedzą o motylach, szerszeniach, tarantulach, kapibarach, pumach i ludziach. Dopiero potem przechodzą do meritum, czyli do kawy i wychwalał ją pod niebiosa. A kawa? No, cóż, taka sobie, bo… prawo ogranicza jej poziom kofeiny do 0,5 procenta – wyjaśnia bloger. – Włoch, który był z nami, jak wypił, to niemal zwymiotował. Ale kawa kolumbijska najlepsza: koniec i kropka.

Wędrówka wśród najwyższych palm świata w Dolinie Cocory

Salento to punkt wypadowy do Doliny Cocory, gdzie można zobaczyć najwyższe na świecie palmy woskowe. To jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Kolumbii.

– Będąc tu, widzieliśmy nie tylko najwyższe palmy świata (ten gatunek rośnie do 60 metrów).Długie podejścia, zejścia, trochę kamieni, błota, wodospady, sześć mostków a la Indiana Jones, podpatrywanie ptaków. A do tego kolibry to mi z ręki jadły – uśmiecha się Krzysztof Kowalski. 

Wspomniane kolibry przyciągane są do specjalnych poidełek, tak aby turyści mogli je obejrzeć z bliska.

– Staliśmy w ciszy, a te małe, kolorowe istotki dosłownie latały wokół nas. Ich skrzydła poruszały się tak szybko, że wydawało się, jakby unosiły się w miejscu. To była jedna z najbardziej magicznych chwil tej wyprawy – wpomina podróżnik. 

Ta trasa jest także popularna wśród wielu turystów z Polski. W tym regionie jesteśmy drugą nacją po Francuzach.

– Kolumbia to dla nas taka druga Chorwacja. Kiedy usłyszeliśmy polski język w środku kolumbijskiej dżungli, nie mogliśmy powstrzymać śmiechu. Pomyśłem sobie, że Polacy są wszędzie – dodaje Krzysztof Kowalski. 

Tutejsi Indianie próbują żyć w zgodzie z tradycją, ale korzystają także z dobrodziejstw technologii. Fot. Krzysztof Kowalski
Tutejsi Indianie próbują żyć w zgodzie z tradycją, ale korzystają także z dobrodziejstw technologii. Fot. Krzysztof Kowalski
Tutejsi Indianie próbują żyć w zgodzie z tradycją, ale korzystają także z dobrodziejstw technologii. Fot. Krzysztof Kowalski

Kolumbijskie Karaiby: Islas del Rosario i Volcán de Lodo El Totumo

Jeśli marzycie o karaibskim raju, Kolumbia na pewno spełni wasze oczekiwania. Jedną z najlepszych opcji jest rejs na Wyspy Różańcowe (Islas del Rosario). To archipelag 25 wysepek położonych na południowy zachód od Kartageny. Można tam dotrzeć w ramach jednodniowej wycieczki lub spędzić noc w jednej z uroczych ecolodży. Turystów przyciąga krystalicznie czysta woda, białe plaże i bujna roślinność. Cena rejsu wynosi od 70 do 110 PLN w jedną stronę, a dodatkowo trzeba uiścić opłatę za wstęp do parku narodowego.

Jedną z najciekawszych wysp jest Isla Grande. Choć nazwa może sugerować coś monumentalnego, w rzeczywistości ma ona zaledwie 3 km długości.

– Najlepiej zostać tu na noc, by zobaczyć, jak w ciągu dnia plaże wypełniają jednodniowi turyści, a wieczorem zapada błoga cisza, przerywana jedynie szumem fal – radzi Krzysztof Kowalski. 

Dla tych, którzy szukają mniej oczywistych atrakcji, w pobliżu Kartageny znajduje się Volcán de Lodo El Totumo. Nie jest to typowy wulkan, a raczej kopiec wypełniony ciepłym, gęstym błotem, w którym można się zanurzyć. Błotna kąpiel to ponoć doskonały sposób na regenerację skóry, a samo doświadczenie unoszenia się w gęstej masie jest jedyne w swoim rodzaju. Po kąpieli można obmyć się w lagunie, a cała przygoda kosztuje kilkanaście złotych.

Zielona oaza w górach Sierra Nevada

Minca, położona w górach Sierra Nevada de Santa Marta, to z kolei miejsce, które zachwyci każdego miłośnika natury. Oddalona zaledwie 20 km od wybrzeża, oferuje zupełnie inny klimat. jest tu chłodniejszy, wilgotniejszy, pełen zieleni. Jeszcze kilka lat temu prowadziła tu tylko szutrowa droga, ale dziś można dotrzeć asfaltową trasą, która wije się serpentynami wśród wzgórz.

– To idealna baza wypadowa na trekkingi do wodospadów i punktów widokowych – zaznacza Krzysztof Kowalski. 

W rezerwacie Reserva Natural Tierra Adentro można podziwiać bogatą faunę i florę regionu, a także odwiedzić azyl dla zwierząt, gdzie opiekują się rannymi i porzuconymi zwierzętami, w tym papugami, małpami i żółwiami.

Kolumbia słynie z niezliczonej ilości gatunków owoców, a także świetnych owoców morza podawanych w nadmorskich knajpkach. Fot. Krzysztof Kowalski.
Kolumbia słynie z niezliczonej ilości gatunków owoców, a także świetnych owoców morza podawanych w nadmorskich knajpkach. Fot. Krzysztof Kowalski.
Kolumbia słynie z niezliczonej ilości gatunków owoców, a także świetnych owoców morza podawanych w nadmorskich knajpkach. Fot. Krzysztof Kowalski.

Kolumbijska scena kulinarna, czyli raj dla smakoszy

Kolumbia to kraj niezwykle bogaty kulinarnie, a smaki tego kraju potrafią zaskoczyć nawet najbardziej wymagających smakoszy.

– Zakochaliśmy się w rybie Mojarra i wszelakich owocach, których nazw nie da się spamiętać. Kolumbijczycy z dumą podkreślają, że gdyby się uparli, to mogliby każdego dnia roku jeść inny krajowy owoc – opowiada Krzysztof Kowalski. 

Jedzenie na ulicach Kolumbii to prawdziwa uczta.

– Owoce często są sprzedawane ze straganów na ulicach. Są obrane, w kawałkach, w plastikowych kubkach, każdy po 5 PLN. Jedliśmy banany, ale nie te znane z naszych sklepów, słodkie, żółte i często o konsystencji budyniu. Zielone, twarde, kwaskowe "patacones'". Mnie strasznie smakowały, gdy były serwowane do głównych dań – zachwyca się podróżnik. 

Za narodowe danie Kolumbii uchodzi arepa, czyli placek kukurydziany podawany jako dodatek do różnych dań. 

– Wprawdzie tego kukurydzianego gniota do końca nie polubiłem. Ale Kolumbijczycy jedzą go niemal do wszystkiego, traktując jak nasz chleb – dodaje bloger. 

Kolumbia to także raj dla miłośników owoców morza.

– Wielkie porcje świetnie przyrządzonej ośmiornicy można kupić za 50 złotych, homary są po 120 złotych i to jest cena wywoławcza, od której można zejść w dół. Im dalej od morza, tym więcej steków. Turystom najbardziej przypadają do gustu te, które mają dopisek w menu "400gram" i są przyrządzone medium rare – zaznacza Krzysztof Kowalski. – Do tego schłodzone piwo "Club Colombia", które fantastycznie smakuje w upalne dni. W supermarketach półki uginają się od anyżkowego "Aguardiente".  

Zostań z nami

Bądź na bieżąco